
Gdyby wierzyć Biblii, księdze autorstwa zbiorowego, winni jesteśmy wystrzegać się popełnienia dziesięciu grzechów wspomnianych w słynnym Dekalogu, który przed paroma tysiącami lat miał premierę na górze Synaj. Jednakże lista grzechów obecnie stale i stale się poszerza, moim zdaniem, znacznie ograniczając swobodę wierzących.* Grzech wszedł do popkultury, stał się stałym bywalcem bankietów, czerwonych dywanów i sesji zdjęciowych. Świetnie się sprzedaje i ma się znakomicie. Owoc zakazany prosperuje najlepiej. Łatwo zauważyć, że tam gdzie jest grzech, zazwyczaj jest najwięcej zabawy. A co idzie za zabawą - i dużo przyjemności. Niebo z definicji ma gwarantować przyjemność, duchową rozkosz i brak zmartwień. A grzech swoją drogą właśnie takie prezenciki ofiaruje na już tu, na Ziemi. Gdyby nie wierzyć w życie pośmiertne, można by uznać, że grzech może nam zafundować choć pierwiastek słynnego "nieba" za życia.
Z drugiej strony, gdyby życie pośmiertne istniało, a co za tym idzie, również i piekło, może najzwyczajniej w świecie chodzi o to, że nikły substytut nieba w postaci przyjemności jakie daje grzech, ma nas kusić - ci co dzielnie przetrwają, otrzymają wieczny raj - ci, którzy ulegną - chwilowy raj.
Ale przecież grzech, który istnieje w przeróżnej wersji i jest rozumiany przez każdego na swój własny sposób, potrafi znakomicie ubarwić życie. Ja z niego nie zrezygnuję kosztem przyszłości, której nikt nie zna.
*jestem agnostykiem.